22 stycznia 2013

Ciężka artyleria, czyli Zineryt na krostki trądzikowe

Czesc Dziewczyny :)
Na pewno słyszałyscie , że od wielu miesięcy męczę się z krostkami na dekolcie. W trakcie wakacji przestały istnieć , a we wrzesniu znów się pojawiły. Próbowałam naprawdę wielu rzeczy, olejku herbacianego, Brevoxylu i nawet udało mi się stosować antybiotyk o nazwie Dalacin.

Około 2 tygodnie temu postanowiłam wkońcu wybrać się do dermatologa i okazało się, że to jest trądzik.
Dlatego teraz ograniczyłam jedzenie czekolady oraz fastfoodów i rozpoczęłam kuracje trwającą około półtora miesiąca. Lekarka zleciła mi Zineryt, czyli punktowy sztyft ( również antybiotyk) do stosowania na te małe krostki.


Jakie są moje wrażenia ? Już teraz widzę ogromną poprawę, sztyft swietnie się sprawdza, bo jego aplikacja nie trwa długo, tak jak musiałam się męczyć z mascią Brevoxyl. Oczywiscie smierdzi alkoholem tak jak niestety wszystkie leki tego typu ale działa :D Czasami stosuję go równiez na twarz na pojedyncze wypryski, swietnie je wysusza i na drugi dzień już ich nie ma.
Miałyscie może taki problem jak ja , a może używałyscie antybiotyków w sztyfcie. Piszcie koniecznie :)
Do zobaczenia
Madeleine Juliette

3 komentarze:

  1. A może to uczulenie na metale? Bo skoro masz krostki tylko na dekolcie...
    Pozdr.
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś, dawno temu, gdy miałam problemy z cerą używałam zinerytu. Na początku była poprawa a po jakimś czasie moja skóra przyzwyczaiła się (tak ma niestety w zwyczaju, że przyzwyczaja się do długo stosowanych preparatów) i zineryt przestał tak super działać. Ale życzę Ci aby u Ciebie działał i działał bez końca (albo do czasu gdy jego pomoc będzie już zbędna ;) )!

    OdpowiedzUsuń